Naprawdę wystarczy mi to, że kobiety gapią się w jego zdjęcia z rozdziawionymi ustami. Wystarczy mi ich: “Jaram się o Boże jak się jaram!” przed monitorem. Tu jeszcze nie mam nic przeciwko. Ale tym razem poszło trochę dalej. W wywiadzie pomagała moja dziewczyna (tłumaczenie + trochę współprowadzenia rykoszetem). Moja dziewczyna nosząca w sobie wirusa germanofilii ; ) Niemniej, a może właśnie dlatego, wywiad wyszedł bardzo dobrze. Szkoda jedynie, że opóźnił się o dwie godziny, przez co też trwał aż 10 minut (propsy dla Radiofonii).
To dla ciebie bardzo udany rok. Przeszedleś do Rough Trade i wydałeś doskonale przyjęta płytę “Black Noise”. Jak w związku z tym zmieniło się twoje życie? Czujesz się bardziej popularny?
Pantha Du Prince: Zdecydowanie o wiele więcej uwagi skupia się teraz na mnie. Ale szczerze mówiąc, ja tak bardzo tego nie odczuwam. Staram skupić się na innych rzeczach, na tworzeniu. Łatwiej mi skupić się na konceptach, na których opiera się moja praca. Chodzi o poziomy twórczości: poetycki, wizualny i akustyczny. To trzeba złożyć w spójną całość. Teraz w Rough Trade robię to samo co wcześniej w Dial, ale z o wiele większym rozmachem, energią, i to właśnie da się zauważyć.
Twoja płyta, mimo sukcesu, zebrała różne recenzje. Niektórzy pisali, że poszedłeś na łatwiznę, że jak na ciebie jest zbyt lekka. Jak odniesiesz się do takiej krytyki?
Pantha Du Prince: Nie zgadzam się, uważam, że poprzedni album był o wiele bardziej popowy. “Black Noise”, jest dla mnie o wiele bardziej… fundamentalna, radykalna. Z mojej perspektywy widać to wyraźniej. Bo jeśli chodzi o proces tworzenia, to “This Bliss” polegała na złożeniu poszczególnych kawałków w całość. Praca nad najnowszą płytą wymagała o wiele większej koncentracji, skupienia na szczegółach. A przy “This Bliss” chodziło tylko o wyszukanie i dopasowanie do siebie kawałków.
W Niemczech macie świetną scenę elektroniczną. Powiedz, czy istnieje między wami jakaś więź, czy czujecie się społecznością?
Pantha Du Prince: Znam się dobrze z wieloma artystami. Moritz von Oswald, Efdemin, Apparat, Modeselektor, Lawrence… Czasem dochodzi do twórczej wymiany, ale w węższym gronie. Chodzi o moich przyjaciół… Pawel, Lawrence, Efdemin. Ostatnio bardzo zaprzyjaźniłem się właśnie z Moritzem von Oswaldem. Jednak nie ograniczam sie do Niemiec, do Berlina. Czuję przywiązanie też do sceny Detroit, do tego, co dzieje się w USA, wspomnieć Animal Collective. Przez związki z Rough Trade poznałem sporo osób z kręgów brytyjskiego indie. Sądzę, że głupio byłoby się ograniczać, teraz można stworzyć wielką, wirtualną sieć ludzi z całego świata. I tak właśnie działam.
Jednak nadal wielu artystów zagranicznych mieszka i wydaje w Niemczech. Do Berlina sprowadził się Richie Hawtin, wydają tam też muzycy z Polski, Jurek Przezdziecki, Pleq. Dlaczego tak jest, macie w kraju lepszy klimat dla takiej muzyki?
Pantha Du Prince: Tu chodzi przede wszystkim o Berlin. Poza tym Niemcy są w korzystnym położeniu w stosunku do innych krajów. A Berlin można opisać jako miasto szaleństwa. Samo słowo “Berlin” znaczy tak wiele, to miasto jest po prostu ogromne. Mimo to można w miarę szybko dotrzeć np. na umówione spotkanie, bo nie ma korków. Może to zająć dajmy na to godzinę, kiedy w Paryżu godzinę człowiek przebija się przez korki. Dlatego pewnie wielu ludzi przeprowadza się do Niemiec.
Ale nie uważam, że jest idealnie. Jeśli chodzi o rynek muzyczny, powstaje taka jednolita papka. Ludzie są za bardzo praktyczni, poza tym często nie skupiają się na muzyce, na jej różnorodności, tylko na tym, kto urządził większą imprezę. To frustrujące, wszystko jest na jedno kopyto. Na scenach klubowych nie widać rozwoju. To, co tam się dzieje wymaga wiele pracy, i próbujemy z paroma osobami coś zmienić. Co prawda nadal idziemy do tego klubu i się bawimy, zajmujemy się graniem w takich miejscach, jednak przez to, że na co dzień zajmujemy się inną muzyką i obracamy się w różnych kręgach osób, mamy zupełnie inną perspektywę niż tak zwany normalny DJ.
Twoje płyty są nadal dość trudno dostępne w Polsce. Wiele osób, pewnie też fanów, którzy dziś przyszli na koncert, ściągnęło twoje albumy z internetu. Jaki masz stosunek do “wymiany plików”, to dopuszczalna praktyka, czy zwykłe zlodziejstwo?
Pantha Du Prince: Z mojej perspektywy wygląda to jasno. Jeśli ludzie ściągają, ja mniej zarabiam.
Czyli to zupełnie niedopuszczalne?
Pantha Du Prince: To znaczy… Hmm, sam ściągam, żeby poznać muzykę, którą zamierzam potem kupić. I to jest ważne- żeby po paru przesłuchaniach kupić płytę. Za coś przecież trzeba żyć. Jeśli nie byłoby ludzi, którzy tak postępują, to nie mielibyśmy pieniędzy, by poświęcić się tworzeniu muzyki.
Rozmawiali: Marcel Wandas, Dorota Polkowska
Tłumaczenie z języka niemieckiego: Dorota Polkowska
Filed under: Uncategorized
